Historia

Wersja do wydrukuPDF version

Obecnie wieś nad Wisła w powiecie ryckim z siedzibą najbardziej na zachód wysuniętej gminy województwa lubelskiego. Nie ma pewności kiedy i przez kogo założona, ale już w XIII wieku istniał tu gród obronny, osada targowa, bród przez rzekę oraz przystań dla spławu drewna i statków przewożących towary. Wzmiankowana jest też parafia pod wezwaniem św. Marcina. W średniowieczu Stężyca była położona przy ówczesnym ujściu Wieprza do płynącej od strony Sieciechowa Wisły, na prawym ich brzegu. Taka lokalizacja przy głównych szlakach drogowych i wodnych sprawiła, iż w XIV wieku miejscowość ta Stała się ważnym ogniwem handlowo-transportowym. Bez Wątpienia przyczynił się do tego zbudowany tu most na Wiśle, który przez Radom uzyskał połączenie z dalekosiężnymi traktami wschodnimi.

 

Choć w dokumencie wydanym w 1386 roku starosta sieciechowski i podczaszy królewski Spytko nazywa mieszkańców Stężycy mieszczanami (cives), faktyczny akt lokacyjny miasta na prawe magdeburskim nadał jej Władysław III Warneńczyk w przywileju z roku 1442. Od tej pory królewska Stężyca ma prawo organizowania targów i jarmarków. W okresie późniejszym król Zygmunt I Stary, mając wzgląd na to, iż Stężycy mieszczanie zbudowali most na wieprzu, pozwolił począwszy od 1543 roku pobierać opłatę „…po szelągu od wozu, od konia i wołu na sprzedaż prowadzonego po 2 obole, od pieszego po obolu”.Kaplica cmentarza prawosławnego

Według lustracji dokonanej w 1564 roku, w Stężycy było 137 domów. Bardzo interesujące informacje podaje owa lustracja na temat życia gospodarczego i społecznego w szesnastowiecznej Stężycy. Dowiedzieć się z niej można, że każdy czerpiący korzyści z pracy na Wiśle winien zapłacić roczny podatek w wysokości 24 groszy, kto zaś zajmuje się łowieniem ryb na Wieprzu winien uiścić opłatę groszy dwunastu. Cło wodne od każdego pojazdu ze zbożem na statku wynosiło w Stężyckom porcie rzecznym 3 grosze. Czynsz za warzenie piwa także 3 grosze. Znacznie większe sumy trzeba było wpłacać za dostawę towaru na dwa coroczne targi. Wynosiła ona aż 2 złote i 42 grosze. W mieście funkcjonowały liczne jatki mięsne, szewskie i piekarskie, także dwa królewskie młyny na Wieprzu i skład z warzelnią solną. Nad przestrzeganiem prawa czuwał starosta grodzki, któremu podlegali wszyscy mieszkańcy Stężycy.

W ogóle Stężyca wówczas przeżywała okres prawdziwej prosperity. Nieprzypadkowo chyba więc wysoka pozycja miasta przyczyniła się do wyboru tego miejsca przez prymasa Polski Jakuba Uchańskiego na prelekcję nowego monarchy. Po wyjeździe bowiem Henryka Walezego do Francji, co równało się z rezygnacją z polskiej korony, koniecznym stał się wybór nowego króla. Zwołany na 12 maja 1575 roku zjazd szlachty w Stężycy niczego jednak ostatecznie nie ustanowił. Wobec niewzruszonej postawy duchowieństwa i dworzan Henryka, którego w żaden sposób odstąpić te grupy nie chciały, wyboru nowego władcy nie dokonano.

W 1580 roku nawiedził Stężycę ogromny pożar, który zniszczył niemal doszczętnie całą miejscowość. W przywileju z 1581 roku król Stefan Batory, niosąc pomoc zgorzałemu miastu, zwolnił je na kolejnych sześć lat od wszelkich poborów, ceł, danin i podwód. Ponadto potwierdził zakaz osiedlania się, handlu i nabywania domów przez ludność pochodzenia żydowskiego. Ten surowy, ale uwalniający Stężycę od żydowskiej lichwy przepis, dotyczył nie tylko samego miasta, ale również jego okolic.

Kościół pw. Przemienienia Pańskiego w Stężycy

Kolejnym, doniosłym wydarzeniem, które miało miejsce na terenie Stężycy, był rokosz wojewody krakowskiego i byłego starosty stężyckiego Mikołaja Zebrzydowskiego. Stanąwszy w kwietniu 1606 roku na czele delegacji województw krakowskiego i sandomierskiego, wyłuszczył wojewoda zażalenia skierowane do króla Zygmunta III Wazy. Broniąc „złotej wolności”, a zarzucając królowi jej ograniczanie, zażalenia owe zostały następnie przesłane pod obrady sejmu. Zygmunt III potajemnie wysłał do Stężycy ks. Piotra Skargę, by ten starał się usunąć Zebrzydowskiego z naczelnictwa związku. Jednak nienasycony w swojej nienawiści wojewoda w maju 1607 roku powtórnie przywódź do Stężycy liczne i zbrojne hufce ogłosiwszy, że „skryte dworu przeciw Rzeczpospolitej knowania i liczne nadużycia są powodem zjazdu” (Rokosz ten jak wiadomo zakończył się rozbiciem wojsk rebeliantów, ale też późniejszym ich ułaskawieniem, co negatywnie odbiło się na obniżeniu autorytetu tronu w Polsce).

Tymczasem miasto odbudowuje się. Sprowadzone przez mieszczan jeszcze w 1591 roku zgromadzenie ks. Franciszkanów, którym wystawiono mały kościółek ze skromnym klasztorem, dzieki Jerzemu Ossolińskiemu, doczekało się w 1633 roku erygowania obszerniejszego klasztoru (co też krół Władysław IV potwierdził i dochodem z soli nadał). Gdy ukończono budowę pięknego, murowanego kościoła o trzech wieżach, poświecił go w 1653 roku biskup poznański Kazimierz Florian ks. Czartoryski.

Wnętrze kościoła św. Marcina w StężycyW latach 1655 i 1657 została Stężyca trzykrotnie złupiona i spalona przez Szwedów, a następnie połączone wojska węgierskie księcia Siedmiogrodu Jerzego II Rakoczego oraz sprzymierzone z nimi oddziały Szwedów, Tatarów i Litwinów. Ocalało zaledwie kilka domów i dwa uszkodzone kościoły. Jakby tego było mało, najazdom wtórowała w latach 1656-58 dwukrotnie zaraza oraz niespodziewana, a ogromna powódź w czerwcu 1662 roku. Kataklizm związany z wylewem wód Wisły zawsze był wielką troską mieszkańców Stężycy. W 1737 roku niespokojne jej nurty wdarły się pod zabudowania klasztorne, a w czasie gwałtownego wezbrania 20 czerwca 1749 roku, po podmyciu fundamentów, zwaliły w swą otchłań cały kościół i klasztor. Zalane zostały port, komora celna i wiele pól. Zagrożony był gotycki kościół parafialny z XV wieku. W sukurs zniszczonemu miastu przyszedł sam król Stanisław August Poniatowski, który ze swojej ekstra ordynarnej ekspensy (wydatków nadzwyczajnych) nakazał wypłacić kilkanaście tysięcy złotych na budowę tam przeciwpowodziowych. Stężyca znów dźwiga się z upadku. Mieszkańcy wznoszą nowe domy, ratusz, odbudowują kościół Franciszkanów i remontują farę. Do odbudowy tej walnie przyczynia się zawiadujący stężycką parafią eksjezuita ks. Jowim Fryderyk Bończa Bystrzycki, uczony, meteorolog i astronom królewski.

3 maja 1791 roku sieciechowscy Benedyktyni, otworzyli tymczasowo w miejskim ratuszu sześcioklasową szkołę podwydziałową. Przyjąwszy obowiązek utrzymywania swym nakładem nauczycieli, a także wystawienia w przyszłości murów szkolnych, po czterech latach wobec następujących po sobie nowych wypadkach politycznych związanych z upadkiem państwa, przenieśli szkołę do swojego klasztoru.

W okresie Księstwa Warszawskiego, gdy część wojsk armii księcia Józefa Poniatowskiego podczas przemarszu zatrzymało się w Stężycy, miasto jedynie na specjalne asygnaty dostarczało żywność. Trudno się jednak temu dziwić, skoro kolejny – w 1813 roku – wylew Wisły, zerwał tamy, znów zalał pola, zasypując je piaskiem.

Kościół św. Jakuba w Pawłowicach

Kolejny cios skierowany w Stężycę – tym razem gospodarczy – przyniosła budowa w 1834 roku nowego szlaku drogi bitej wiodącej z Warszawy, przez Garwolin, do Lublina. Przejęła ona transport znad Wisły, pozostawiając Stężycę zdecydowanie na uboczu. Mocno zubożałe miasto, trapione ciągłymi powodziami i pożarami, a także wyczerpane ekonomicznie upadającym handlem, utraciło ostatecznie w 1869 roku prawa miejskie, stając się osadą.

Obecnie o jego dawnej świetności świadczą doskonale zachowane, ocalałe budynki sakralne, a także staropolski układ rynku i ulic.